poniedziałek, 10 grudnia 2012

Różowa Półroczna

Po skończeniu Moherowej Lili aż mnie ręce świerzbiły, żeby zabrać się za kolejny druciany projekt. I już koniecznie dla siebie (Moherowa gryzie i kąsa mnie, gdyż natury jestem delikutaśnej, dlatego nosi ją z powodzeniem Mama).

Drugie, do czego mnie ręce świerzbiły to wełny Malabrigo od TupTupa. Początkowo wprawdzie próbowałam być rozsądna, ale długo nie wytrzymałam i po chwili już nie zastanawiałam się "czy", tylko "którą". Stanęło na Arroyo w kolorze purpuras. Tak, tak, jestem róziową lasią. I noszę białe kozaczki ;-)

W rozmowie z Dodgers śmiałam się, że kolejną chustę to pewnie z pół roku będę robić. Teraz to ona ze mnie się śmieje, że to najkrótsze pół roku ever ;-)

Mam dużo zdjęć, bo frajdę z dziergania ("i to wychodzi!" "mnie! wychodzi!") mam
dziecięcą, ale zdjęcia są jakości jakiej są - chusta dziergana głównie hotelowymi wieczorami (ciemno i zdjęcia telefonowe, to i kolory zakłamane).

Zaczęłam 1 listopada. Początki były trudne, przewinięcie pierwszego precla trwało i trwało, ale zakończyło się solidnym motkiem:

I natychmiast rzuciłam się do sztrykania, co dokumentowałam skrupulatnie już od pierwszych rzędów:

Dżersej szybko mi się znudził i pojawiły się pierwsze, nieśmiałe dziury:

Druty się gdzieś w międzyczasie zmieniły na większe i dziurgało się dalej (tutaj nieźle widać kolor, mniej więcej taki jak w rzeczywistości):

W połowie listopada skończył się pierwszy motek. Przewinięcie drugiego precla w motek trwało całą noc, było nieznośnym ćwiczeniem cierpliwości, nitka zerwała się dwa razy, a ja następnego, pracowego dnia, byłam nieprzytomna. Cóż, głupota.


Oczek przybywało i przybywało, ręce mi się robiły za krótkie, ale dziurgałam dalej. Swoją drogą, w hotelowym dzierganiu najwygodniejsze jest użycie metalowego, hmm, dzbanka? wiaderka? na szampana, w którym chowałam motek, żeby mi się nie kulał wszędzie ;-) Ale tego patentu nie sfotografowałam.
Chusta tymczasem przestała się mieścić w kadrze:

W Andrzejki zaparłam się, że chustę skończę przed końcem miesiąca. Dziergałam więc znów do późnej nocy. Oczka zamknęłam (po raz pierwszy). Wciąż nie podobają mi się oczka brzegowe w chuście robionej tym (czyli jedynym znanym mi) sposobem. Sprytem więc nabrałam oczka z długiego brzegu ponownie na druty i dorobiłam listwę ściegiem francuskim.
Cuhsta zamknięta po raz pierwszy wyglądała tak:

Niestety- oczka na obwodzie zamknęłam za ciasno i czekało mnie piekielne prucie. Ale przecież dorobiłam listwę, nie? Tą samą nitką, a jakże. Tyle prucia? Dla takiego lenia? Never! Złapałam oczka na obwodzie, po czym przecięłam nitkę, w miejscu, gdzie zaczynała się boczna listwa, zabezpieczyłam (normalne, niedziergane, heretyckie szycie. Igła i różowa nitka), a ostatnie dwa rzędy zakończenia sprułam, aż doszłam do oczek już nabranych. Przerobiłam jeszcze jeden rząd na większych drutach i zamknęłam znacznie luźniej. Włóczki zostało mi tyle, co nic. Nawet nie pół garstki.

Chusta powędrowała do prania (trochę mydła w płynie i eucalan (od magiloopa w gratisie, razem z najlepszymi na świecie krówkami!) i otóż, nagle i niespodziewanie, okazało się, że wydziurgałam firankę!


I może to jest firanka, ale uwielbiam tę firankę. Jestem z niej nieziemsko dumna. Uważam, że jest najpiękniejsza na świecie. Wolno mi. Jest wielka, piękna, różowa i ciepła. To ostatnie tym bardziej doceniam, odkąd wymarzam służbowo. Można ją nosić na całe plecy, można na cały brzuch z cyckami. Można ją zszalikować, można motać luźno lub ciasno. I za każdym razem piękna. I ja w niej też :D


9 komentarzy:

  1. Uiiii jaka cudaśna wyszła! I dwa motki Arroyo na takiego giganta, fiu fiuuu :) Jak ja pękam z dumy, nie masz pojęcia :)To co teraz?

    OdpowiedzUsuń
  2. nie mam pojęcia, co, ale łapy mnie świerzbią i mózg też ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. kurczę, a może ja bym sobie w posagu firanki wysztrykała? ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Martuś, ależ jesteś zdolna ! Bardzo mi się podoba ! Jako firanka też pasuje :)
    No, kochana, jak się zaczyna od mitenek, potem od razu chusta AŻUROWA, toś wytrawna artystyka druciana :) Buzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. FANTASTYCZNA!!!!
    Nie wierzę, że niedawno zaczynałaś ;)
    Podziwiam nieustannie, po 20 latach przerwy nie mogę skończyć ocieplającej opaski na zatoki :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ jesteście kochane :-)
    frajdę mam i muszę ją dzielić, bo nie zdzierżę ;D

    OdpowiedzUsuń