środa, 8 lutego 2012

się dzieje czy się nie dzieje?

Powolutku się posuwam ze swetrem. Powolutku, bo i czasu nie tak wiele, a i jak człowiek ma gabaryty słuszne, to mu dłużej schodzi przerobić tyyyyle oczek w jednym rzędzie ;-)
Najchętniej łapię podczas oglądania czegoś w sieci, wciągnęłam się w Na Wspólnej (tak, wiem, wstyd i hańba na mnie i 3 pokolenia zstępne) i mimo braku telewizora łapię kolejne odcinki online i jestem prawie na bieżąco. Jak nie ja ;D
Czasem też łapię druty do pomyślenia, ale choć okazji mi ostatnio nie brakuje, to wciąż jednak najlepiej mi idzie myślenie z długopisem w ręce nad kalendarzem lub kartką papieru.

Postępy? No cóż...
Tak wygląda ten kawałek, co jest na sprucie. Ale wciąż nie mam serca go spruć, więc może jeszcze się namyślę i będzie z tego golf podkurtkowy? Wtedy wystarczyłoby kilka rzędów się cofnąć, a nie całość.
Natomiast sweter zasadniczy, już mam nadzieję o odpowiednich wymiarach, prezentuje się następująco (tutaj miejsce na zachwyty nad ach, jakimiż równymi oczkami, ach, nie do wiary, że taka początkująca i ach!):

Do napisania zmobilizowała mnie też Violetka :-) To cudne dziewczę złotopalczaste postanowiło oddać mi taką oto piękną chustę:
A dlaczego? No niby to jest candy i niby losowanie, ale zapomnijcie - ten motyl jest mój! :)))


Jeżeli martuuha kupuje kieckę, i co więcej - na serio rozważa nadzianie kiecki swoją własną osobą, to wiedzcie, że coś się dzieje! ;-)